Główny sponsor:

Miasto
Ząbki
Statystyki i podziękowania
Statystyki i podziękowania

Statystyki i podziękowania

„Dolcan, nigdy nie zginie” był w tym sezonie najczęściej powtarzaną frazą na trybunach ząbkowskiego stadionu. Tekstem, który po reaktywacji drużyny i ponownym przystąpieniu do rozgrywek, nabierał na naszych oczach zupełnie nowego znaczenia.

Mieliśmy być może niepowtarzalną okazję aby na bieżąco śledzić proces budowania od podstaw zupełnie nowej drużyny i nie mieści mi się w głowie, że wykorzystało ją tak niewielu mieszkańców naszego miasta. W blisko 60-tysięcznej społeczności frekwencja na trybunach naszego pięknego, nowoczesnego stadionu na poziomie 100–150 osób jest po prostu zawstydzająca.

Po wycofaniu drużyny z rozgrywek i zupełnie straconej rundzie wiosennej poprzedniego sezonu, za zgodą Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej, MKS Dolcan Ząbki wrócił do gry na poziomie IV ligi. Zamiast z drużynami z piłkarskiego topu, przychodziło nam rywalizować z ekipami, które z pewnością są mniej utytułowane, ale w konfrontacjach z naszą drużyną grały ambitnie i z pełnym zaangażowaniem. Motywacją dla większości z nich była chęć „dokopania” pierwszoligowcowi, bo właśnie w ten sposób byliśmy postrzegani. Nie miało żadnego znaczenia, że z I-ligowego składu pozostały tylko wspomnienia i stare fotografie. Zarówno trenerzy, jak i zawodnicy znaleźli nowe kluby, a pamięć o zwycięskich potyczkach z potentatami polskiego futbolu zapewne z każdym rokiem coraz bardziej będzie się zacierać. Tym ważniejsze stało się przesłanie wypływające z powtarzanej przez kibiców na każdym kroku jak mantrę frazy, którą zacytowałem na wstępie. Najlepsze podsumowanie tego sezonu w wykonaniu ząbkowskiego klubu, jakie przychodzi mi do głowy zawarte jest we fragmentach wiersza Ryduarda Kiplinga pt. „Jeżeli”, które brzmią następująco: 

„…Jeżeli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od nowa,
Bez słowa, nie żaląc się że przegrałeś…
Twoja jest ziemia i wszystkie jej stworzenia…”

Po tym przydługim wstępie przechodzę do obiecanych we wcześniejszym tekście statystyk.

NAJSKUTECZNIEJSI STRZELCY (ogółem 63 strzelone bramki) Na listę strzelców wpisało się łącznie 20 zawodników. 14 bramek – Marcin Stańczyk, 9 – Patryk Szeliga, – Andrij Rohozin, 5 – Paweł Nowacki, 4 – Grzegorz Krystosiak, Sebastian Grzymkowski, 3 – Łukasz Stanisławski, Rafał Barzyc i Patryk Kozierkiewicz (w tym jedna w barwach Unii).

NAJWIĘCEJ MINUT NA BOISKU SPĘDZILI: 2880 minut – Krystosiak, 2607 – Dariusz Dadacz, 2488 – Przemysław Szulakowski, 2413 – Nowacki, 2309 – Adrian Żukiewicz, 2276 – Stańczyk, 2246 – Bartosz Wybraniec, 1966 – Szeliga, 1613 – Jacek Kozaczyński, 1538 – Damian Krzyżewski.

NAJWIĘCEJ ROZEGRANYCH SPOTKAŃ ZANOTOWALI: 33 mecze – Przemysław Szulakowski (a nie jak napisałem poprzednio Szeliga), 32 – Krystosiak, 31 – Szeliga, 30 – Dadacz, Nowacki, 29 – Żukiewicz, 28 – Stańczyk, Wybraniec, 27 – R. Barzyc, 24 – Adam Krajewski, 22 – Bartłomiej Bochenek.

NAJLEPSI ASYSTENCI (ogółem 54 asysty): 9 asyst – Nowacki, 8 – Wybraniec, 7 – Stańczyk, 4 – Stanisławski, Rohozin, Kozierkiewicz (w tym dwie w barwach Unii), 3 – Artur Starosz, Szulakowski, Paweł Tarnowski, Filip Pakuła (dwaj ostatni grali tylko rundzie jesiennej).

ŻÓŁTE KARTKI (ogółem 85): 13 – Dadacz, 9 – Szulakowski, 8 – Krystosiak, Stańczyk, 7 – Wybraniec, 6 – Żukiewicz, Augustyniak, 5 – Kordian Latos

CZERWONE KARTKI (ogółem 10): 4 – Dadacz, 2 – Stańczyk, 1 – Krystosiak, Wybraniec, Krajewski, Augustyniak.

NAJCZĘŚCIEJ WCHODZILI Z ŁAWKI REZERWOWYCH: 14 razy – Rafał Barzyc, 11 – Paweł Barzyc, Krajewski, 9 – Pakuła, 7 – Szulakowski, Latos,   – Szeliga.

NAJCZĘŚCIEJ BYLI ZMIENIANI: 21 razy – Szeliga, 12 – Nowacki, 10 – R. Barzyc, Stanisławski, Rohozin, Żukiewicz, 8 – Krajewski, Tarnowski.

JOKER: 3 bramki w dwóch meczach – Grzymkowski, po 1 – R. Barzyc, Rohozin.

Krzysztof Krajewski

Najwyższy czas na zmiany

Zupełnie odrębną sprawą jest próba podsumowania mojego blisko rocznego „dziennikarskiego eksperymentu”. Bywalcem stadionu w Ząbkach jestem od dziecka, widziałem niejedno. Pamiętam awanse i spadki z ligi okręgowej w czasach Ząbkovii, początki Dolcanu i wywalczony „szturmem” awans do ówczesnej II, a obecnej I ligi. Pamiętam także spadek do III, a później IV ligi i mozolny proces powrotu na „z góry upatrzone pozycje”. Właśnie sentymentem do klubu tłumaczę fakt, że chcąc wspomóc go w procesie wychodzenia z poważnego kryzysu, przejąłem na siebie obowiązki klubowego Koszałka-Opałka. Niestety z biegiem czasu, podobnie jak stworzony przez Marię Konopnicką bajkowy pierwowzór 

„Porzucił-em zupełnie te myśli o sławie, co były początkiem i pychy jego, i niedoli.”

Uważam, że ząbkowski klub zasługuje na redaktora z prawdziwego zdarzenia, który będzie się skupiał na aspektach czysto sportowych, a nie kogoś kto opisuje absolutnie wszystko, tylko nie to co naprawdę ważne. Gdybym chciał podsumować swoje „dokonania” z ostatniego sezonu, zrobiłbym to słowami legendarnego chińskiego filozofa, uznawanego za twórcę taoizmu – Lao-tse, które brzmią następująco:

„Słowa prawdziwe nie są piękne, A piękne nie są prawdziwe”

Prześladowały mnie one przez cały czas i pomimo starań nie potrafiłem znaleźć nomen omen „złotego środka”. Słowa którymi się posługiwałem zbyt często nie oddawały skrzeczącej boiskowej rzeczywistości. Efekt końcowy moich „starań” był od jakiegoś czasu do przewidzenia i sprowadza się do faktu, że koniec sezonu jest najlepszym możliwym czasem na zmiany. Moja krótka, acz burzliwa „kariera” reportera dobiegła końca. Znam takich którzy się ucieszą, inni odetchną z ulgą, a ja cóż… może zacznę pisać felietony. Dziękuję wszystkim, za wszystko.

Koszałek Opałek