Główny sponsor:

Miasto
Ząbki
BICIE GŁOWĄ W MUR
BICIE GŁOWĄ W MUR

BICIE GŁOWĄ W MUR

ZĄBKI, 11.11.2017 Spotkanie ostatniej jesiennej kolejki IV ligi grupy północnej, w którym rywalem ząbkowskiego Dolcanu była drużyna Błękitnych Raciąż zakończyło się remisem 1:1. Gola dla przyjezdnych strzelił po przechwycie w środkowej strefie boiska i indywidualnej akcji Dawid Klepczyński, wyrównał dziesięć minut po przerwie Konrad Cichowski, po prostopadłym podaniu Krystiana Lewandowskiego. 

Swego czasu, gdy jeszcze czasami zdarzało mi się śledzić wypowiedzi polityków, zasłyszałem komentarz byłego premiera w rządzie SLD do jakiegoś bieżącego wydarzenia politycznego. Wydarzenia oczywiście już nie pomnę, ale słowa komentarza, nie wiem czemu utkwiły w mojej pamięci: „Bicie głową w mur ma niezaprzeczalny walor poznawczy. Niczego nie uczy, ale każdorazowo uświadamia walącemu twardość muru”. Właśnie te słowa przychodziły mi do głowy w trakcie obserwacji meczu naszej drużyny z Błękitnymi Raciąż. W pierwszej połowie spotkania można było mówić o wyraźnej przewadze naszej drużyny, po przerwie mieliśmy już do czynienia z bezwzględną dominacją, a momentami niemal hokejowym zamkiem w którym zamknięci byli goście, ale z wszelkich tarapatów potrafili wyjść bez większego uszczerbku dla wyniku. Doskonałą partię rozegrał Kamil Kalinowski, którego udanymi interwencjami można byłoby obdzielić kilka spotkań ligowych. Pierwszą z nich zaliczył już w początkowych sekundach spotkania, gdy intuicyjnie obronił strzał Konrada Cichowskiego kierowany pod poprzeczkę swojej bramki. Przy dobitce Daniela Nawrockiego byłby już raczej bezradny, ale strzał okazał się minimalnie niecelny. W późniejszych minutach swoich sił w strzałach na bramkę próbowali Paweł Barzyc, Krystian Lewandowski oraz wspomniani wyżej zawodnicy, ale bez wymiernych efektów bramkowych. Nawet jeżeli obrońcy nie zdołali zablokować strzałów, na posterunku był obecny Kalinowski.

Taki obraz gry mieliśmy do 27 minuty, gdy dość niespodziewanie podopieczni Fabiana Kotarskiego objęli prowadzenie. Niedokładne wyprowadzenie piłki spod własnej bramki, a w konsekwencji prosta strata w środku pola zakończyła się indywidualną akcją Dawida Klepczyńskiego i jego strzałem pod poprzeczkę z kilkunastu metrów. Damian Krzyżewski nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję. To zdarzenie miało dwojakie konsekwencje. Po pierwsze raciążanie, jeżeli to w ogóle możliwe cofnęli się jeszcze głębiej pod swoją bramkę, po drugie zaś nasza drużyna wzmogła wysiłki zmierzające do strzelenia gola, ale teraz już dającego tylko wyrównanie. Pod bramką Kalinowskiego momentami dochodziło do scen zupełnie nieprawdopodobnych. W trakcie jednej akcji ofiarnie blokowanych przez defensorów gości było po kilka strzałów i dobitek, a w końcu piłkę i tak udawało im się wyekspediować daleko od strefy zagrożenia. Później następowało odbudowanie „podwójnych zasieków” obronnych w okolicach linii pola karnego i zabawa zaczynała się od początku.

Optymizmem przez krótką chwilę powiało dziesięć minut po przerwie, kiedy po doskonałym prostopadłym podaniu Lewandowskiego oko w oko z bramkarzem gości stanął wbiegający ze skrzydła Cichowski i pokonał go płaskim strzałem. Każda kolejna minuta coraz bardziej utwierdzała jednak kibiców w przekonaniu, że o zwycięstwo będzie w tym meczu szalenie trudno. Minimalnie niecelne strzały Lewandowskiego, Augustyniaka i Dariusza Dadacza sprawiły, że około kwadransa przed zakończeniem meczu usłyszałem zrezygnowane stwierdzenie jednego z obserwatorów: „Zapewne już nic więcej się nie uda strzelić”. I rzeczywiście się nie udało.

Traf chciał, że do pisania tej relacji zasiadłem wieczorem, gdy w tle „leciała” transmisja z meczu barażowego w walce o wyjazd na Mistrzostwa Świata w Rosji, pomiędzy drużynami Danii i Irlandii. Oczywiście toutes proportions gardees i pamiętając o poważnych różnicach w poziomie sportowym, oba te mecze były do siebie bardzo podobne. Zerkając w międzyczasie na wysiłki skandynawów mające na celu sforsowanie szczelnej wyspiarskiej defensywy, miałem przed oczami przedpołudniowe ząbkowskie bicie głową w mur obronny Błękitnych. Wniosek jest jeden, takie mecze po prostu się zdarzają i trzeba to zaakceptować.

W tym roku kalendarzowym ząbkowianom pozostał do rozegrania już tylko jeden mecz. Będzie to półfinał Pucharu Polski na szczeblu Warszawskiego OZPN-u, w którym rywalem naszej drużyny będzie Mazur Karczew. Stawką tego spotkania będzie awans do finału, który prawdopodobnie nie zostanie rozegrany (tak przynajmniej było w poprzednim sezonie) oraz udział w wiosennej fazie rozgrywek pucharowych, tym razem już na poziomie wojewódzkim.

Krzysztof Krajewski


Dolcan Ząbki – Błękitni Raciąż 1:1 (0:1)

Ząbki, 11 listopad 2017 r. 

Widzów: 
ok. 100
Bramki: 
Cichowski 55’ – Klepczyński 27’
Skład Dolcan Ząbki:
Krzyżewski – Więczek, Dadacz, Krystosiak, Wybraniec – Augustyniak, Lewandowski (82’ Rohozin) – Cichowski, P. Barzyc (65’ Stańczyk), Kozierkiewicz (87’ Jaroszewski) – Nawrocki (65’ Szeliga)
Skład Błękitni Raciąż:
Kalinowski – Karwowski (73’ Gapiński), Winnicki, Paradowski, Skumórski – Dębowski, Klepczyński – Wszałkowski (46’ Szelągiewicz), Koryto (87’ Wilczyński), Śnieć – Chyczewski
Żółte kartki:
Augustyniak, Krystosiak (Dolcan) – Winnicki, Chyczewski, Paradowski (Błękitni)
Sędzia:
Jacek Mulawka (WS Ciechanów-Ostrołęka)