Główny sponsor:

Miasto
Ząbki
KTOKOLWIEK WIDZIAŁ, KTOKOLWIEK WIE!
KTOKOLWIEK WIDZIAŁ, KTOKOLWIEK WIE!

KTOKOLWIEK WIDZIAŁ, KTOKOLWIEK WIE!

Niemal od zawsze byłem pewien, że relację z meczu piłkarskiego można napisać w dowolnej konwencji, byleby zrobić to pomysłowo. Można do tematu podejść tradycyjnie, próbując opisać poszczególne akcje, gole i ciekawsze wydarzenia, które miały miejsce na boisku, ale to w dzisiejszych czasach wydaje się być nudne i nieco passe. Można wzbogacić przekaz o kontekst socjologiczny, opisując reakcję trybun na boiskowe wydarzenia. Informacja o tym, czy jest ona żywiołowa, czy też stonowana wiele mówi zarówno o widowiskowości samego meczu, jak i poziomie prezentowanym przez jego uczestników. Można także rozszerzyć relację stosując elementy psychologii i podjąć próbę analizy, jakie czynniki mogły mieć wpływ, na taką, a nie inną formę drużyny w danym dniu i konkretnym meczu. Tak sobie jednak myślę, że to wszystko już było. Sam niejednokrotnie w swoich tekstach wykorzystywałem wszystkie wspomniane powyżej możliwości, a także kilka innych, które z pewnością każdy uważny Czytelnik był w stanie bezbłędnie „wyłapać”.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zaczął się zastanawiać, czy możliwe jest pójście choćby mały krok dalej i napisanie relacji z meczu piłkarskiego, przy zastosowaniu krótkiej formy jednego z klasycznych gatunków literackich, choćby horroru, komedii, kryminału, mojego ulubionego science-fiction, czy też… romansu, czemu nie. Pierwszych nieudanych prób realizacji tego pomysłu, nie zdecydowałem się opublikować, wyłączając oczywiście elementy powieści historycznej, zawarte we fragmencie tekstu „Z dziejów królestwa Tiki-Taka”, ale pomysł kiełkował, a wydarzenia ostatniego tygodnia sprawiły, że zdecydowałem się na ten eksperyment. Zaczynam od kryminału, choć w tym akurat konkretnym przypadku bardziej uprawnione będzie określenie gatunku jako pitawal. Zdaję sobie sprawę, że forma nie jest jeszcze doskonała, ale dołożę starań,  aby w kolejnych tekstach ją udoskonalać.

Wyobraźcie sobie taką oto sytuację. Lider ligowej tabeli po dwóch pierwszych kolejkach, wywozi cenny remis z trudnego boiska w Mławie, który traktuje niemal jak porażkę (Byliśmy lepsi od gospodarzy!), w kolejnym meczu podejmuje na swoim obiekcie drużynę, która zaliczyła ewidentny ligowy falstart. Dwie porażki na starcie sezonu sprawiają, że Ząbkovia nie jest i zapewne jeszcze przez jakiś czas nie będzie stawiana w roli faworyta w żadnym z czekających ją spotkań. Otóż ta właśnie niedoceniana i być może nawet nieco lekceważona jedenastka z Ząbek, błąkająca się w dolnych rejonach tabeli przyjeżdża do Przasnysza i… rozprawia się z gospodarzami, którzy zanotowali najlepszy ligowy start od wielu, wielu lat. Kibic z Ząbek powie – normalne. Nasi dopiero się rozkręcają, przecież nie od dziś wiadomo, że nie jest ważne jak się zaczyna, ważne jak kończy. Spróbujmy jednak przez chwilę postawić się w roli fana z Przasnysza. Toż to granda! Kryminał! Jak można dopuścić do takiej sytuacji! Jak można grać aż tak kiepsko! Jak można w tak prosty i głupi sposób tracić gole!

Pierwsza rysa na wizerunku faworyta, pojawiła się wśród miejscowych kibiców już w 3 minucie meczu, kiedy po prostopadłym podaniu Krystiana Lewandowskiego w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy znalazła się Daniel Kozik. Niestety nasz młody atakujący, po minięciu próbującego interweniować bramkarza zbyt długo zwlekał ze strzałem i w efekcie został on zablokowany na linii bramkowej przez jednego z wracających obrońców. Szkoda, podobnie jak sytuacji, która miała miejsce kilka minut później po dośrodkowaniu z prawej strony boiska Przemysława Szulakowskiego. Kozik i zamykający akcję po lewej stronie Daniel Nawrocki okazali się jednak minimalnie spóźnieni do piłki. Po tym, intensywnym początku meczu tempo nieco spadło. Wiele było bezpośredniej walki, głównie w środku pola, sporo chaosu, ale z czasem coraz wyraźniej do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. Stojący między słupkami naszej bramki Mateusz Matracki z dużymi kłopotami bronił kolejno strzały Dominika Lemanka, Piotra Piaseckiego oraz Kamila Rutkowskiego, ale w 40 minucie nie dał rady uchronić naszej drużyny przed stratą gola. Po przechwycie w środkowej strefie boiska na strzał z około 30 metrów zdecydował się Kamil Olszewski i piłka tuż przy spojeniu słupka i poprzeczki znalazła drogę do siatki. Uśmiechy zadowolenia i satysfakcja malująca się na twarzach miejscowych kibiców zdawały się wskazywać, że „wyparli z pamięci” nerwowy i niepewny początek meczu w wykonaniu swoich ulubieńców.

Po zmianie stron, wraz z każdą upływającą minutą na trybuny wracała jednak konsternacja i niepewność. Zwiastunem była sytuacja z 53 minuty meczu, gdy tuż przy linii bocznej pola karnego spod nóg próbującego interweniować Damiana Grędzińskiego piłkę „wyłuskał” Patryk Szeliga, który pojawiła się na boisku po przerwie. Sytuacja wyglądała niegroźnie, gdyż nasz napastnik ustawiony był tyłem do bramki, ale po staranowaniu przez próbującego za wszelką cenę odzyskać piłkę obrońcę gospodarzy nie miało to już większego znaczenia. Rzut karny podyktowany po tym zdarzeniu pewnie wykorzystał Nawrocki. Ten sam zawodnik kilkanaście minut później, po podaniu Damiana Świerblewskiego mógł wyprowadzić naszą drużynę na prowadzenie, ale strzelając z kilku metrów do pustej bramki,  trafił… w słupek. Niepokój na trybunach wzrastał z każdą akcją ząbkowian. Apogeum osiągnął w końcówce meczu, gdy po podaniu Szeligi oko w oko z bramkarzem gości stanął Konrad Cichowski i sytuację bezwzględnie wykorzystał. Komentarzy, które dało się słyszeć w tym czasie nie będę cytował, ale jestem niemal pewien, że przynajmniej część z ich mogła wypełniać znamiona jednego z kodeksowo określonych czynów zabronionych.

A propos czynu zabronionego, spróbujcie sobie teraz wyobrazić zupełnie inną sytuację. Otóż w ostatni wtorek (21 sierpnia), w godzinach wczesno popołudniowych spod poczty zlokalizowanej na pasażu przy ulicy Orlej, bardzo bliskiej mi osobie skradziono rower. Żaden „wypasiony” model wart kilkaset, czy też kilka tysięcy złotych, ale kilkuletnią, podniszczoną niebiesko-srebrną damkę, z metalowymi koszykami zamontowanymi zarówno z przodu jak i z tyłu, będącą narzędziem pracy ząbkowskiego listonosza. Swój przekaz chciałbym od tego miejsca ukierunkować dwutorowo. W pierwszej kolejności zwracam się oczywiście do Was, drodzy Czytelnicy, w drugiej zaś skieruję kilka słów do młodocianego złodzieja, choć nie ukrywam, iż mam nadzieję, że nie ma go w gronie kibiców naszego klubu, ani tym bardziej wśród czytających ten tekst.

Pierwszy z gorących apeli brzmi: Ktokolwiek widział i czytał moje relacje z dwóch pierwszych spotkań naszej drużyny w obecnym sezonie, proszony jest o natychmiastowe ich zapomnienie. Zgodnie z zasadą, którą przedstawiłem powyżej zapominamy o kiepskim starcie i skupiamy się na przyszłości oraz… końcu. Drugi ważniejszy: Ktokolwiek wie które drużyny należy umieścić w gronie faworytów naszej grupy rozgrywkowej w walce o awans do III ligi, proszony jest o pozostawienie tej wiedzy, przynajmniej do końca rundy jesiennej, wyłącznie dla siebie. Trzeci, nie ukrywam z mojej perspektywy najważniejszy: Każdego, kto widział, bądź w najbliższym czasie dostrzeże porzuconą niebiesko-srebrną damkę z koszykami z przodu i z tyłu, nieważne czy w czasie spaceru z psem, w lesie, na złomowisku, w rowie czy też w pobliskich krzakach, bardzo proszę o informację.

***

Na koniec kilka słów do złodzieja: Młody Człowieku! Chciałbym żebyś wiedział, że znany jest twój wizerunek, gdyż zdecydowałeś się na kradzież pod okiem kamery monitoringu. Masz czas na opamiętanie i zwrot roweru. W przypadku, gdybyś jednak tego nie zrobił, mam dla Ciebie prosty przekaz. Należę do osób, które z natury są zdeterminowane, uparte i dość cierpliwe. Te cechy charakteru w połączeniu z brakiem w moim prywatnym słowniku słów umorzenie, przedawnienie, niska szkodliwość czy temu podobnych sprawią, że będę Cię szukał, aż w końcu znajdę. Zapytasz być może rezolutnie, w jakim celu? Odpowiedź jest równie prosta, jak sam przekaz. Otóż chciałbym osobiście, ewentualnie w wąskim gronie znajomych pogratulować Ci sprytu, kreatywności i pomysłu na życie. W tak młodym wieku są to cechy tak cenne, że moim zdaniem warte docenienia i specjalnych gratulacji. Tylko tyle!

Krzysztof Krajewski


MKS Przasnysz – Ząbkovia Ząbki 1:2 (1:0)

Przasnysz, 25 sierpnia 2018 r. 

Widzów: 
ok. 100
Bramki: 
Olszewski 40' – Nawrocki 55’(k), Cichocki 90’
Skład MKS Przasnysz:
Przychodzki – T. Pragacz, Wróblewski, Grędziński, Bartosiewicz – M. Pragacz,Chełchowski – Piasecki (76’ Sawczenko), Rutkowski (85’ Orłowski), Olszewski – Lemanek (69’ Kosiorek)
Skład Ząbkovia Ząbki:
Matracki – Szulakowski, Dadacz, Augustyniak, Bella – Lewandowski, Barzyc (46’ Szeliga) – Rohozin (46 Szkopiński), Nawrocki (69’ Cichowski), Świerblewski (88’ Kozierkiewicz) – Kozik (90’ Krasnodębski)
Żółte kartki:
Przychodzki, Grędziński, M. Pragacz, Wróblewski (Przasnysz) – Augustyniak, Lewnadowski (Ząbkovia)
Sędzia:
Karol Domżał (WS Płock)