Główny sponsor:

Miasto
Ząbki
WIOSENNE NIEPOKOJE
WIOSENNE NIEPOKOJE

WIOSENNE NIEPOKOJE

Po wyrównanym meczu, w którym obie drużyny miały swoje okazje na strzelenie goli ostatecznie Dolcan, w meczu IV ligi grupy północnej pokonał na własnym boisku MKS Przasnysz 1:0. Gola na wagę trzech punktów strzelił Filip Hrynkiewicz, po wymianie podań z Arturem Staroszem i skutecznym strzale z ostrego kąta. 

ZĄBKI, 25.03.2017 Spotkanie w dużej mierze potwierdziło to, co wynikało zarówno z bezpośredniego jesiennego starcia tych drużyn, jak i aktualnie zajmowanych pozycji w tabeli rozgrywek – na boisku zmierzyły się dwie bardzo zbliżone umiejętnościami jedenastki. Pierwsi groźnie bramkę rywali zaatakowali gospodarze w 8 min. meczu. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Pawła Nowackiego, w dużym zamieszaniu w „piątce” rywali, piłka ostatecznie znalazła się w bramce Przasnysza, ale sędzia dopatrzył się faulu na bramkarzu gości Rafale Szymańskim. Na kolejną ciekawą akcję przyszło nam czekać blisko kwadrans. Tym razem zaatakowali goście, a dokładnie Łukasz Kosiorek, który przedarł się lewą stroną boiska i podawał do wychodzącego na czystą pozycję Artura Gawędy, ale ofiarnie interweniujący Adrian Żukiewicz zdołał wyekspediować piłkę na aut bramkowy. Dosłownie dwie minuty później, po crossowym podaniu Starosza „oko w oko” z bramkarzem przyjezdnych stanął Patryk Szeliga, ale niestety nie zdołał wygrać tego pojedynku, trafiając w wybiegającego z bramki Szymańskiego. Dwie kolejne szanse na otworzenie wyniku miały miejsce po dośrodkowaniach z rzutów rożnych. Przyjezdni stanęli przed nią w 33 min. meczu, kiedy idealnej okazji nie wykorzystał Michał Pragacz. Pomocnik MKS-u strzelając z około dziesięciu metrów trafił w stojącego w polu bramkowym Kamila Rutkowskiego. Sędzia nie miał innego wyjścia i odgwizdał... pozycję spaloną obrońcy gości. Przed szansą na strzelenie gola dla Dolcanu stanął natomiast minutę przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania Bartosz Wybraniec, ale posłał piłkę wysoko nad poprzeczką.

Druga część spotkania rozpoczęła się od szybkich ataków obydwu drużyn. Po jednym z nich w sytuacji sam na sam z Jackiem Kozaczyńskim znalazł się Gawęda, ale zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i ostatecznie zaprzepaścił doskonałą okazję. Dosłownie dwie minuty później ten sam zawodnik zdecydował się na strzał z narożnika pola karnego, ale ząbkowski bramkarz z najwyższym trudem zdołał go wybronić. Ostatnim akcentem tej dość intensywnej „wymiany ciosów” była akcja Dolcanu z 52 min. meczu, kiedy po dośrodkowaniu z prawej strony boiska Andrija Rohozina groźnie na bramkę przyjezdnych uderzał Szeliga, ale trafił tylko w poprzeczkę.

Późniejszy fragment meczu najchętniej pominąłbym milczeniem, ale wtedy nie mógłbym wspomnieć o zwycięskim golu, strzelonym przez Filipa Hrynkiewicza. Akcja bramkowa rzeczywiście robiła spore wrażenie. Ząbkowski obrońca zdecydował się na odważne wyjście do przodu prawą stroną boiska, na linii pola karnego przasnyszan zagrał „na ścianę” z Arturem Staroszem i po otrzymaniu piłki zwrotnej płaskim strzałem wyprowadził Dolcan na prowadzenie. Był to jednak, przyznaję bardzo ważny, ale tylko wyjątek od reguły prezentowanego przez obie drużyny w tym okresie gry raczej niezbyt ciekawego futbolu. Zarówno gospodarze, jak i goście próbowali akcji oskrzydlających, ale niewiele z tego wynikało. Dośrodkowania nie znajdowały adresatów w polu karnym, a nieliczne próby strzałów z dystansu były skutecznie blokowane przez obrońców. Po stracie bramki zawodnicy z Przasnysza kontynuowali ten sposób gry, który ewidentnie „pasował” naszym defensorom i pozwalał konsekwentnie pilnować korzystnego wyniku. Ostatecznie drużyna Dolcanu zdołała zrealizować dwa cele, wywalczyła szalenie cenne w kontekście walki o utrzymanie trzy punkty i zachowała czyste konto.

Dzisiejszej nocy przestawiliśmy zegary na czas letni, co jednoznacznie wskazuje, że wspomnienia jesienno-zimowych szarości powinny się w naszej pamięci powoli zacierać. Od dziś nie powinno być w naszym myśleniu miejsca na smutki, rozterki i niepokoje. Patrzymy w przyszłość optymistycznie, wszak nie od dziś wiadomo, że wynik buduje atmosferę. Na tym pogodnym, wiosennym niebie z okolic ząbkowskiego stadionu dostrzegam tylko dwie nieco ciemniejsze chmurki, burzące nastrój błogiego zadowolenia. Pierwszą z nich jest kontuzja Pawła Nowackiego, który utykając musiał opuścić boisko w 27 min. meczu. Drugą natomiast, ze wszech miar dużo bardziej zastanawiającą  jest fakt, iż mecz obserwowało tak niewielu kibiców. Czyżby Ząbki były jedynym miejscem na mapie świata, gdzie piłka nożna ma aż tak nieliczne grono wyznawców?

Krzysztof Krajewski

Dolcan Ząbki - MKS Przasnysz 1:0 (0:0)

Ząbki, 25 marca 2017 r. 

Widzów: 
ok. 150
Bramki: 
Filip Hrynkiewicz 67′
Skład Dolcan Ząbki: Kozaczyński – Hrynkiewicz, Żukiewicz, Krystosiak, Dadacz – Rohozin, Augustyniak, Nowacki (27' Latos), Starosz (90' Dąbrowski), Wybraniec (60' Krajewski) – Szeliga (75' P. Barzyc)
Skład MKS Przasnysz: Szymański – Bartosiewicz, Chełchowski, Wróblewski, Butryn (70' Matusiak) – Smoliński, Rutkowski (78' T. Pragacz), M. Pragacz, Grędziński (82' Zakrzewski), Kosiorek (61' Przebierała) - Gawęda Kłusek – Kalbarczyk, Ignaciuk, Trojanowski (86' Rutkowski), Pomarański – Kwiatkowski, Jabłoński (8' Janicki), Jasiński, Żebrowski (68' Królak) – Zawadzki (75' Wiweger). Trener: Andrzej Malinowski
Żółte kartki: Latos, Starosz (Dolcan) – T. Pragacz, Zakrzewski (Przasnysz)
Sędzia: Mariusz Trawiński (WS Warszawa)